środa, 14 września 2011

Wypompowanie.

Witajcie znów.

Mam postępującą prokrastynację. Nic, ale to kompletnie nic mi się nie chce. To dzięki szkole. Jebany gmach z energetycznym wampiryzmem.
Wychodzę do szkoły i jakieśtam siły mam. Niewielkie, bo jest rano, ale są jakieś.

Wychodzę do domu - energetyczny flak ze mnie. Taki kompletny.

A dzisiaj chyba dostałem uderzenie krytyczne. Nic mi się nie chce. KOMPLETNIE. CAŁKOWICIE. BEZ JEBANEGO WYJĄTKU. Nawet w LoL'a mi się nie chce pocinać. Wstawiłem sobie godzinę temu wodę na kawę. I co? I nawet mi się nie chciało ruszyć dupy, żeby ją zgasić, grałem z matką w wojnę na cierpliwość. Wygrałem. Poszła i wyłączyła. A ja nawet nie potrafiłem ruszyć dupska sprzed komputera, żeby tą kawę sobie zrobić. Kurwa. To silniejsze ode mnie.

No właśnie. Szkoła. Schodzi mi więcej szlugów. Nie chcę tego. Chyba trzeba się ograniczyć do co 2 przerwy.

3 minuty później

No dobra, przynajmniej teraz zrobiłem sobie herbatę. Nadludzkim wysiłkiem się do tego zmusiłem, ale jest.

Ach, nie opisałem dnia wczorajszego. Już naprawiam.

Tak więc. Szkoły nie będę opisywał, działo się to co zwykle. To samo co dzisiaj, jutro, tydzień temu, 4 miesiące temu, rok temu. Nużące. Nawet bardzo.
Po szkole poszedłem grzecznie do domu. Pyknąłem partyjkę w LoL'a. (kurwa, zawsze to robię, na chuj to opisuję?)
No i tutaj jaja jak berety. Nagle się okazuje (jako że miałem jechać do Siedlec), iż instruktor panny Moniki się pojebał. A i ona sama się pojebała. To jest - niepotrzebnie tak długo czekałem. Czyli uciekło ładne paredziesiąt minut z wspólnego (i tak krótkiego) spotkania. A i sytuacja na stopie mnie nie rozweseliła. Ładne 30 minut łapałem. No, może 20 +. Zabrał mnie Zajcev, jechał z Pasiakiem do Siedlec. Spoko, tylko uciekło mi kolejne 10 minut spotkania. Pojechaliśmy pierwej na plac. Ale potem zaoszczędziłem troszkę czasu, podrzucili mnie na samego Dreszera.

A potem sceny dantejskie. No dobra, przesadzam. Otóż, Monika kłóciła się z matką. Może to ja jestem przewrażliwiony, ale dla mnie było zdecydowanie za ostro. Może to dlatego, że chyba nigdy się porządnie ze starszymi nie kłóciłem. Dunno.
Tym nie mniej (czy jak to się pisze), zareagowałem. Bo nie mogłem nie zareagować. Bo, trzeba wam wiedzieć, Kochanie moje jest dość impulsywne. Jak jest spokojnie to jest spokojnie, ale jak się wścieknie - klękajcie narody. Potem natomiast wybuch miłości, uczuciowości i czego tam jeszcze. :3

A potem odjazd. Nie chcę stamtąd odjeżdżać. Nigdy. No chyba że się za starymi stęsknię, ale wtedy nie chce wracać sam. Ja wiem, że jeszcze przyjdzie czas, że jeszcze nie pora. Ale co z tego, że wiem? NIC. Nadal chce tego. Jak mały dzieciak. No cóż, gdzieś tam, w środku, pewnie siedzi mały Kubuś i tak sobie właśnie kmini. Nie, nie później, ja chcę teraz! TERAZ! TERAZ! No niestety, Kubusiu, to Jakub ma władzę decyzyjną. Ale spokojnie, kiedyś i Ty swoje dostaniesz.

Przed wyjazdem bezpośrednio pożarłem się jeszcze nieco z matką. Nie dziwie się jej, rozumiem że była zaskoczona i zdziwiona, i może nawet wkurwiona trochę. Ale ja muszę. Zrozum, Mamo. MUSZĘ.

Tak właśnie jej powiedziałem. Że muszę. Bo musiałem. I chciałem. A z Moniką nie może równać się nic i nic równać się nie będzie. Nic nie będzie od niej ważniejsze.

Co dziwniejsze - nie było żadnego pierdolenia jak wróciłem. Nic. Śmiesznie. Ach. No właśnie.

Moja matka także jest dość impulsywna. Przypadek czy podświadomy wybór?
Nieważne. Ważne że jestem szczęśliwy. I ważne że Ona (Monika, nie matka) jest szczęśliwa.

Dzisiejszy poranek był przejebany. Prawie równie mocno jak wczorajszy wieczór. Wczoraj dostałem ataku alergii przy kąpieli. Zapchane zatoki, swędzące spojówki, kilkunastokrotne kichnięcie, łzawienie. Nieciekawie, podsumowując.
A dziś - spuchnięte oko. Milusio.

A teraz siedzę w bluzie, za oknem piździ, dopijam herbatę i słucham Świetlików, płytki 'Cacy Cacy Fleischmaschine' (genialna, polecam). I jest tak jakoś eterycznie. Jakby wszystko się zatrzymało. Jakbym był ja i blog. I nic poza nami w całym wszechświecie. Śmieszne uczucie.

PS. Zespół na dziś - Świetliki. Polecane kawałki - 'Peralolo', 'Magnetyzm'. I w szczególności - 'Chmurka'.



Świetliki
'Chmurka'

chmurko, jesteś różowa
przypominam sobie
twarze współuczniów
współwiezniów
współżołnierzy
wszystkie były tępe i wyrażały tylko jedno.
moja twarz była w tym wszystkim najstraszniejsza
bo moja.

chmurko, niebieskie niebo
chmurko, niebieskie niebo




Howgh.

7 komentarzy:

  1. Mnie też najczęściej dopada nierób po szkole - gdy zapas energii został przez nią w sposób chamski pochłonięty i głupie odebranie telefonu porównywalne jest do oddania krwi w ambulansie :33 Nie jesteś więc sam, ale... Hej, co będzie ZIMĄ? Zimno, ciemno, dołowato. Nie dajmy się teraz, gdy to możliwie najlepszy czas, by cieszyć się życiem.


    Martynka

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurwa mać, też dzisiaj mam chyba najbardziej wyssany energetycznie dzień od paru ładnych tygodni.

    OdpowiedzUsuń
  3. CZEMU WYPISUJESZ TU MÓJ ADRES?! TY MIESZKAŃCU ULICY SIENKIEWICZA W ŁOSICACH?!

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie wymieniłem, mieszkasz na tego tam na H. lol.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kuba lubi Świetliki. sentymentalny się robisz :3

    OdpowiedzUsuń
  6. Sentymentalny. Już, pewnie :D

    Nie bardziej niż zwykle. A Świetliki mają w sobie coś magicznego zwyczajnie. Czy raczej niezwyczajnie.

    OdpowiedzUsuń