To już tydzień bez notki. Nie, nie znudziło mi się. Nie miałem przez ten tydzień głowy do pisania, chęci też, nastroju i czasu. Ale, jako że jestem chory i mam wuchtę czasu, już naprawiam.
Tak więc zakończyłem na zeszłym poniedziałku chyba. W zeszły poniedziałek nic się nie działo, we wtorek też nic, więc nie miałem o czym pisać. A w środę nie miałem ochoty najmniejszej. I głowy.
Pytacie czemu.
Otóż, w związku tak bywa, że czasem się dwie osoby żrą. I nie ma w tym nic zdrożnego. Tym nie mniej, atmosfera była niemiła. Dość mocno. Aż do wieczornego przesilenia i późniejszego uspokojenia.
Ale kpem jest, kto myśli że to był koniec. Nie. W czwartek, jakoś po szkole, starcie numer dwa. Szczęściem - mniej intensywne niż to środowe. I tutaj zonk, nerwy puściły tylko mi. A przynajmniej głównie mi. Zazwyczaj (z racji charakterności) puszczają Monice, zazwyczaj z mojej winy, acz niezamierzonej. Tym razem sytuacja odwrotna. Diametralnie inna. A potem normalnie, przeprosiliśmy się, ukochaliśmy telefonicznie. Iście powietrze po burzy. Niczym dorośli, odpowiedzialni ludzie. Śmieszne, bo oboje jesteśmy na dobrą sprawę gówniarzami, którzy o życiu nie wiedzą nic. Tak jak i wy. Ot, zabawne.
No właśnie. Skoro Pornol się przyznawał do różnych ciekawostek, to i na mnie czas.
Bo widzicie, z tą moją dorosłością jest dziwnie. Jestem infantylny aż do bólu w zachowaniu, w towarzystwie jestem cholernie dziecinny. I generalnie w kontaktach międzyludzkich.
Ot, chociażby wszelakie wizyty urzędowe napawają mnie przerażeniem nieomal. A przynajmniej mnie odrzucają. Zdecydowanie ich nie lubię.
A zarazem mam dystans, który (chyba) cechuje raczej dorosłych. Jestem całkiem odpowiedzialny. A przynajmniej czuję się odpowiedzialny. Mam swoje zdanie i potrafię go bronić.
Ot, zagwozdka.
Więcej ciekawostek, powiadacie?
CHUJA.
Więcej będzie w kolejnych notkach, może. Jak będzie mnie satysfakcjonowała 'wyświetlalność' (hehehehe, zapierdalać! :D).
Powracając do biegu tygodnia.
Po piątku, jak możemy się dowiedzieć stąd, następuje sobota. A w soboty jest ...
FUN FUN FUN FUN
Czyli łosiemnastka u Olki. Opis będzie nietypowy - po kilka zdań dotyczących kilku osób.
Monika - przybyła, zobaczyła, legła zwyciężona. Czyli dlaczego chlanie cytrynówki, fajki i napierdalanie po angielsku (GRRRRRR) to złe połączenie prowadzące do przespania pasowania. A potem do bycia obiektem żartów. 'Czy to Monika na pasowaniu? NOPE, CHUCK TESTA.'
Artur - przybył, zobaczył, nie zarzygał się. Czyli - wycie 'A my nie chcemy', napierdalanie o LoL'u, ogórki, dyskusje historyczne.
Pornol - przybył, zobaczył, nadal ciągnął dyskusję. Czyli - djarumy, chlanie, never ending discussion, 'PORNOL KURWA PODSUŃ DUPĘ!', takoż 'PORNOL KURWA DEBILU TU JEST KOŁDRA, NIE PIERDOL ŻE NIE MA, PRZECIEŻ JĄ W RĘKU TRZYMAM KURWA!'.
Olka - była już na miejscu, zobaczyła, załamała ręce nad marmurem. Czyli - driny, organizacja, sprzątanie, 'Ale ja wcale nie mam muzyki!', 'O kurwa, co jest z tym marmurem?!'.
Dalej mi się nie chce. Może później, może kiedyś.
Ach, no i jeszcze ja. Będzie krótko. 'KURWA IDEALNY STAN!'
A potem była niedziela. I poranek był typowym porankiem po imprezie. A potem poszliśmy do Moniki. I było cudownie.
Do pewnego momentu. Jak mnie gorączka nagle nie pierdolnie. O Chryste panie. O wszyscy święci. O kurwa. I potem huśtawka temperatury aż do powrotu do domu. Czyli z niedzieli pamiętam niewiele, bo sporo przespałem. A czas, którego nie przespałem, upłynął mi na stresie ogromnym.
Pod tytułem strasznym. Kurwa, czemu Ty, Kochanie, jeszcze nie krwawisz?! Szlugów poszło wuchta, mimo że opcji na 'sensowne' obawy nie było. Ale, 'ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto Ciebie stracił...'. Czyli generalnie - jak nie byłeś/byłaś w takiej sytuacji, to niewiele wiesz o stresie. No chyba że jednak wiesz, wszak to nie koniec świata. Tym niemniej - ręce latają, wreszcie test, jedna kreska, dzięki, losie. I za raptem ze 2 h krwawienie. Lulz. Ot, los - jajcarz.
A potem był poniedziałek. I byłem bardzo chory. I tyle. I dziś jest dziś.
I to by było na tyle.
PS: Astronomy oraz Last rites/Loved to death. Tekst Megadeth'u - iście przerażający. Brrr.
PS2: Trzymcie się ciepło. Kożuszki wyciągnąć, trepy, kalesonki, bo syfu lata w powietrzu tyle, że łatwo zachorzeć.
HOWGH.
Monika - przybyła, zobaczyła, legła zwyciężona. Czyli dlaczego chlanie cytrynówki, fajki i napierdalanie po angielsku (GRRRRRR) to złe połączenie prowadzące do przespania pasowania. A potem do bycia obiektem żartów. 'Czy to Monika na pasowaniu? NOPE, CHUCK TESTA.'
Artur - przybył, zobaczył, nie zarzygał się. Czyli - wycie 'A my nie chcemy', napierdalanie o LoL'u, ogórki, dyskusje historyczne.
Pornol - przybył, zobaczył, nadal ciągnął dyskusję. Czyli - djarumy, chlanie, never ending discussion, 'PORNOL KURWA PODSUŃ DUPĘ!', takoż 'PORNOL KURWA DEBILU TU JEST KOŁDRA, NIE PIERDOL ŻE NIE MA, PRZECIEŻ JĄ W RĘKU TRZYMAM KURWA!'.
Olka - była już na miejscu, zobaczyła, załamała ręce nad marmurem. Czyli - driny, organizacja, sprzątanie, 'Ale ja wcale nie mam muzyki!', 'O kurwa, co jest z tym marmurem?!'.
Dalej mi się nie chce. Może później, może kiedyś.
Ach, no i jeszcze ja. Będzie krótko. 'KURWA IDEALNY STAN!'
A potem była niedziela. I poranek był typowym porankiem po imprezie. A potem poszliśmy do Moniki. I było cudownie.
Do pewnego momentu. Jak mnie gorączka nagle nie pierdolnie. O Chryste panie. O wszyscy święci. O kurwa. I potem huśtawka temperatury aż do powrotu do domu. Czyli z niedzieli pamiętam niewiele, bo sporo przespałem. A czas, którego nie przespałem, upłynął mi na stresie ogromnym.
Pod tytułem strasznym. Kurwa, czemu Ty, Kochanie, jeszcze nie krwawisz?! Szlugów poszło wuchta, mimo że opcji na 'sensowne' obawy nie było. Ale, 'ile Cię trzeba cenić, ten tylko się dowie, kto Ciebie stracił...'. Czyli generalnie - jak nie byłeś/byłaś w takiej sytuacji, to niewiele wiesz o stresie. No chyba że jednak wiesz, wszak to nie koniec świata. Tym niemniej - ręce latają, wreszcie test, jedna kreska, dzięki, losie. I za raptem ze 2 h krwawienie. Lulz. Ot, los - jajcarz.
A potem był poniedziałek. I byłem bardzo chory. I tyle. I dziś jest dziś.
I to by było na tyle.
PS: Astronomy oraz Last rites/Loved to death. Tekst Megadeth'u - iście przerażający. Brrr.
PS2: Trzymcie się ciepło. Kożuszki wyciągnąć, trepy, kalesonki, bo syfu lata w powietrzu tyle, że łatwo zachorzeć.
HOWGH.
"Jestem infantylny aż do bólu w zachowaniu, w towarzystwie jestem cholernie dziecinny. I generalnie w kontaktach międzyludzkich." Nie prawda. Kompletnie nie prawda, gdyby tak było, nie byłabym z tobą.
OdpowiedzUsuńgeneralnie = z wyjątkami. No, może całkiem ich sporo, ale to nie zmienia faktu, że nadrabiam miną strasznie często, a w głębi duszy się czerwienię ze wstydu.
OdpowiedzUsuń