niedziela, 11 września 2011

UWAGA CYCKI W ŚRODKU

Dzień dobry.

A nawet bardzo dobry. Ale od początku. Czyli od ostatniej notki.

Pierwsze godziny po opublikowaniu notki - marnowanie życia na LoL'u. Potem wyjście na stopa, szybkie złapanie sędziów piłkarskich (sic!) i jazda do Siedlec.

A właśnie. Nie mówiłem jeszcze. Nie pisałem.

Tak więc - jestem już (chyba) stopoholikiem.
Uwielbiam jeździć na stopa. Nigdy nie wiesz kto się zatrzyma. Nigdy nie wiesz czym będziesz jechał.
No i to spełnia moją chęć zbliżania się z ludźmi. Może nie tyle spełnia. Może raczej jest namiastką spełnienia.
Lubię poznawać ludzi. To dziwne, nigdy nie lubiłem. To chyba po KIK'u.
Lubię gadać z nieznajomymi.
Lubię doświadczać bezinteresowności.
Takoż lubię dyskutować z kierowcami którzy mnie akurat wzięli. Są bardzo różni. Zdarzało mi się spotykać na stopa ludzi - buców, a także kompletnie otwartych gości. Zdarzyło mi się jechać z 40 - letnim ratownikiem medycznym - anarchistą, a także katolem - radykałem. Bardzo radykalnym radykałem. Zdarza mi się spotykać ludzi wszechstronnie wykształconych, a także zwykłych prostych rolników.
Ale praktycznie zawsze jest miło. Nieomal zawsze jest bardzo przyjemnie i życzliwie.

No i nie wydaję hajsu na autobus. :)

Wracając do owych sędziów - śmiesznie wyglądali. Widać było, że kumple z pracy. I tylko praca ich chyba łączyła. No i wiek - mniej więcej. Jeden - kierowca - wygłaskany, ładniutki chłopaczek, w dobrej furze, z dobrym zegarkiem, sympatyczny. Drugi - jego przeciwieństwo - pryszczaty idiota w starym, błyszczącym dresie, z żenującym poziomem żartów. Śmiesznie wyglądali razem.

Tak więc dojechałem szybko i bezpiecznie do Siedlec. Pognałem do Moniki. Tak, zgadliście. Zamulałem podczas gdy Ona się uczyła. Cóż, taki los chłopaka biolchema. Widziały gały co brały, c'nie?
No i nie przeszkadzało mi to, kompletnie. Ważne żeby być przy Niej. Żeby dotykać ją, czuć ją przy sobie. Nawet jeżeli jej uwaga była skupiona na biologii. Ważne jest to, by była blisko.

Następnie mój podwójny fail, naprawiony za 3 razem. Ale za to jak naprawiony. :3

A potem wspólna kąpiel, z winem, winogronami i miljardem piany. Przyjemna bardzo rzecz, zwłaszcza jeżeli jest robiona nie przez ciebie. I jak jest dla ciebie zaskoczeniem. Cholernie, ale to cholernie, miłym zaskoczeniem. Dzięki, Kochanie :*

A potem zonk - odpadłem przed Moniką. Zasnąłem przed 1. WTF JAKUB SRSLY?! Czyżbym był już tak uzależniony od kawy, że bez 2 dziennie nie mogę wytrzymać do 1? WUT.

No właśnie, spałem u Moniki. Fajna odmiana. Uwielbiam zostawać w Siedlcach na noc. Kocham wręcz. Cudowna sprawa.

A potem był poranek. Już bez zonka - wstałem przed Nią. Obudziła się chwilę po mnie, poprosiła o herbatę. Gdy z ową herbatą przyszedłem - spała. Zacząłem się srogo śmiać pod nosem, jakoś mnie to nie zdziwiło.

A spała tak słodko, że nie miałem najmniejszego zamiaru jej budzić.

Co może zrobić nastoletni samiec, gdy jego partnerka kima?








TAK JEST SKURWYSYNY, ZGADLIŚCIE! POSZEDŁEM GRAĆ W LOL'A.

Po mniej - więcej 2 partiach Kochanie moje zostało obudzone przez matkę swoją, telefonem. Toteż ojebaliśmy śniadanko, a potem...

Tak, znowu zgadliście. Mońka (lol, nie wierzę że to napisałem) zaczęła studiować biologię, ja marnować życie w LoL'u. I tak to trwało, z drobnymi przerwami do godziny bodaj 20. Potem wydarzyła się bardzo sympatyczna i przyjemna, acz męcząca odmiana. Dostałem 1go Dezertera w LoL'u, ale don't give a fuck.

Ach, zapomniałbym o śmiesznym epizodzie, he he. Tak więc, wyszedłem z psem na dwór. Poranne godziny, spokój na drechowisku. Popierdalam po trawniku, aż tu nagle gość (tak z 50 lat) do mnie ciśnie. Żebym mu pomógł, bo 'tragedia się stała'. Gość stał z kwiatami. Poprosił o telefon. Dałem mu, po czym kazał mi wykręcić numer z wizytówki taxi. Jak się okazało, jechał do panny (stąd te kwiaty) i zostawił w taksówce telefon. Po 2-3 minutowej rozmowie podziękował mi solennie i wręczył dyszkę, w ramach zmarnowanego hajsu z konta. Spoko.

Wracając do tematu dnia dzisiejszego. Po umyciu włosów i zmarnowaniu kawałka życia w internecie poszliśmy na PKS. Prawie się spóźniłem (spóźniliśmy?) na autobus. Powróciłem takoż do domu i oto jestem.

Dzień udany w chuj. Notka chyba mniej, ale, don't fuckin' care.

PS: Zespolik na dziś to nadal Amon Amarth. I nadal Surtur Rising. Tylko kawałek to 'The last stand of Frej'. Polecam.

PS2: DALIŚCIE SIĘ NABRAĆ, TU NIE MA ŻADNYCH CYCKÓW, HEHE.


PS3: No dobra, obiecałem. Uwaga, cycki:

















































( . )( . )





Howgh.

4 komentarze: