czwartek, 8 września 2011

Specjalnie dla Pornola.

Tak więc: czy to ja jestem normalny, czy oni?

Nie wiem, naprawdę nie wiem. Jeżeli przyjąć za normalność to co prezentuje większość, to jestem nienormalny. Ale zważając, że w dzisiejszych czasach wszystko stoi na głowie, to jestem chyba normalny.

Czy normalne jest brnięcie do celu z pominięciem jakichkolwiek skrupułów?

I znowu, patrz wyżej. Niby nic specjalnego, mnóstwo osób tak robi. Ale to nie jest normalne.

Czy ludzie dzisiaj są niezdolni (oczywiście wyłączając wyjątki) do 'wyższych' uczuć, jak przyjaźń, lojalność?

Z pewnością są zdolni. Tylko pytanie, dlaczego tak nie postępują? Nie pytajcie, nie wiem.

Czy normalny jest brak chociaż krzty honoru?

Normalny nie, natomiast z pewnością wygodny. Ja tak nie potrafię, może jestem dziwny. Cóż zrobić, takie życie, panocku. Acz ludzi bez honoru nie darzę nawet krztą szacunku. Plwam i gardzę.

Czy normalne jest podejście 'obym się nażarł, a reszta to chuj'?

Nie, znowu nie. I znowu - wygoda miast zasad. I znowu plwam na takich ludzi. Ja rozumiem, egoizm, hedonizm, te sprawy, ale kurwa, może trochę umiaru?

Dlaczego dziś lacha z jakiegokolwiek przedmiotu jest tragedią i traumą dla sporej części młodzi szkolnej?

Bo żyjemy w czasach wyścigu szczurów. Gdzie NIE MA dzieciństwa, nie ma dojrzewania w normalnym wymiarze. Wszystko to jest podporządkowane karierze. Kompletnie wszystko.

Dlaczego ludzie dziś się szmacą za marne przywileje?

Bo to wygodne i łatwiejsze niż zarobienie ciężką pracą na przywileje.

Dlaczego sprzedają innych i wbijają nóż w plecy?

Bo są robactwem, które nie potrafi znieść myśli (o ile myślą), że ktoś jest lepszy, że komuś się udało, że ktoś ma lepiej. Cytując Sokoła z WWO - Zawiść, zazdrość, zamiast starać się mieć więcej.

Dlaczego nasi rodzice potrafili zrobić, stworzyć coś razem?

Bo mieli cel. Bo mieli z kim walczyć i o co walczyć. Bo mieli bardziej rozbudowany kręgosłup moralny. Bo mieli Zaszczepione pewne wartości. Być może z powodu większej 'tradycyjności' wychowania.

Brakuje mi poczucia wspólnoty. Jakiegoś konkretnego celu, do którego dążę. Nie, w sumie nie, nie tyle celu, co walki. Walki z czymś i walki o coś. Nasi rodzice mieli walkę z komunizmem. Nasi dziadkowie z nazizmem. Pra(pra)dziadkowie - o wielką Polskę. A My? Może to jest powód upadku głębokich kontaktów międzyludzkich? Może to jest powód braku więzi społecznych?
Zostawiam do rozmyślania.

No właśnie. Jeżeli macie jakieś uwagi, propozycje, pytania - jakikolwiek feedback - walcie komcie, piszcie na gadu, cokolwiek.


Howgh.

5 komentarzy:

  1. no to walnę komcia. zgadzamy się, że sytuacja ogólnie rzecz biorąc jest daleka od normy (takiej, czy innej). dlaczego tak jest, za długo by dyskutować. a co kurewa zrobić, żeby tak nie było? pomijam jednostki, co z tym wszystkim zrobić na szerszą skalę? da się w ogóle? czy to naprawdę takie parszywe czasy, że łatwiej było walczyć z komunizmem, nazizmem, czymkolwiek, niż z tychże czasów tendencjami?

    OdpowiedzUsuń
  2. |Zmień strefę czasową w ustawieniach xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Brakuje walki? Śmiem się nie zgodzić. Tak naprawdę walka jest od zawsze ta sama i nigdy się nie zmienia; to walka z ludzkim kurestwem. Zmienia się tylko to, że kurestwo z roku na rok zyskuje spryt i staje się coraz bardziej subtelne. Kiedyś było je łatwo zidentyfikować; miało mundur i karabin. Atakowało od zewnątrz. Teraz jest wśród nas bardziej niż kiedykolwiek, i może się kryć w każdym; dlatego coraz ciężej nam z nim walczyć.

    Jedyny opór, jaki możemy mu stawić, to nie być jego elementem i stanowić jakiś bastion zasad, moralności, wartości. Trzymać się tego i nie dać się zagiąć skurwysyństwu panującemu wśród społeczeństwa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozsiewanie wyższych wartości jest cholernie trudne i niewielu jest dane to robić na szeroką skalę. Oczywiście, można promować te wartości poprzez muzykę, prasę, literaturę, poezję, ale żeby miało to jakikolwiek zasięg, trzeba najpierw samemu w tym kurestwie wywalczyć sobie sukces.

    Nawet na małą skalę, robi się różnicę. Są ludzie, którzy swoimi działaniami starają się trochę wpłynąć na sytuacje. Rzadkie przypadki szkolnych nauczycieli z powołania, którzy próbują wcisnąć uczniom jakiś kręgosłup moralny (all hail mr. Chmielak). Harcerstwo i podobne mu organizacje. Można wymieniać długo. Fakt, że to tylko kropla w morzu potrzeb i porządnych ludzi dalej jest zdecydowana mniejszość.

    Ale gdyby nikt się nie starał, byłoby jeszcze mniej.

    OdpowiedzUsuń
  5. I ostatni wniosek. Najważniejsze to nie dać się złamać. Bo dobrzy ludzie muszą mieć oparcie w innych, choćby i kilku, dobrych ludziach wokół siebie. Jeśli ktoś zostanie sam wśród skurwieli, to może nie wytrzymać, bo stwierdzi, że nie ma po co być dobrym dla ludzi, skoro wszyscy są kurwami. Ale jeśli widzi się innych, myślących w podobny sposób, zawsze zostaje jeszcze jakaś nadzieja.

    OdpowiedzUsuń