Dzień kolejny właśnie mija. Znów poczucie zmarnowanej doby na jakieś pierdoły. Chyba się trzeba przyzwyczaić, nie codziennie jest weekend. Nie żebym w weekend robił jakieś strasznie pożyteczne rzeczy, ale jednak. W weekend nie mam poczucia marnowania czasu. W Siedlcach się marnuje czas bardzo przyjemnie. Z Moniką marnowanie czasu nie jest marnowaniem czasu.
No właśnie.
Tryb 'oby do piątku' włączył mi się w pełni, z całym dobrodziejstwem inwentarza. Ja rozumiem, 32 km to nie jest dużo, i naprawdę to doceniam. Wcześniej było 130 km, więc naprawdę jestem w stanie docenić że to TYLKO 32 km. Ale to i tak niewielka pociecha.
Tryb szkolny (sen, przebieg dnia, uodpornienie się na pierdolenie pani Elżbiety S., takoż panny Madzi) powoli się włącza. Też z całym inwentarzem. Kawa, szlug, gnanie do szkoły, seria żartów i żarcików, seria wkurwów, koniec szkoły, marnowanie czasu na komputerze (jakim cudem siedzę tu już 3 h, skoro minęła góra godzina?!), sen. Zapętl.
Dzisiaj jednak miła odmiana. Zamiast bezsensownie marnować czas na blaszaku urządziłem sobie przyjemną rozmowę z Martynką. Która trwała bagatela 1.5 h. Spektrum całe tematów się przewinęło. M.in. o szczurach. Czy raczej ludziach - szczurach*.
*jak ktoś nie lubi mojego filozofowania, to polecam przewinąć do kolejnego akapitu.
Tak więc: czy to ja jestem normalny, czy oni?
Czy normalne jest brnięcie do celu z pominięciem jakichkolwiek skrupułów?
Czy ludzie dzisiaj są niezdolni (oczywiście wyłączając wyjątki) do 'wyższych' uczuć, jak przyjaźń, lojalność?
Czy normalny jest brak chociaż krzty honoru?
Czy normalne jest podejście 'obym się nażarł, a reszta to chuj'?
Dlaczego dziś lacha z jakiegokolwiek przedmiotu jest tragedią i traumą dla sporej części młodzi szkolnej?
Dlaczego ludzie dziś się szmacą za marne przywileje?
Dlaczego sprzedają innych i wbijają nóż w plecy?
Dlaczego nasi rodzice potrafili zrobić, stworzyć coś razem?
Brakuje mi poczucia wspólnoty. Jakiegoś konkretnego celu, do którego dążę. Nie, w sumie nie, nie tyle celu, co walki. Walki z czymś i walki o coś. Nasi rodzice mieli walkę z komunizmem. Nasi dziadkowie z nazizmem. Pra(pra)dziadkowie - o wielką Polskę. A My? Może to jest powód upadku głębokich kontaktów międzyludzkich? Może to jest powód braku więzi społecznych?
Zostawiam do rozmyślania.
Pizdut, back to reality.
Brak planu ma swoje wady, chyba trzeba go spisać i z niego korzystać. Niezbyt chce mi się znów przyjść godzinę za wcześnie. A i noszenie plecaka z randomowymi książkami jest średnio przyjemne.
Pierwsze kółko z angola. I wreszcie poczucie że robię coś konstruktywnego. Woohoo.
W piątek wyjazd do Mińska M. Sponsorowany przez szkołę. Aby znaleźć się na spotkaniu z panią Staniszkis. Milutko. Ciekawym jak rozwiążę kwestię kurwienia szlugów tam.
Właśnie przeczytałem moje wypociny. Ależ chaos, by Was chuj. Czy może raczej: by Mnie chuj.
Kolejny temat - przyszłość.
Czy ja serio się nadaję na prawo?
Jestem nieco tym przerażony. I przytłoczony. Bądź co bądź, chyba najważniejsza decyzja w życiu zawodowym. A co jak się nie sprawdzę? A co jak się nie dostanę? A co jak zajebię matury?
Wiem że dam radę, a jednocześnie boje się że jednak nie dam.
WTF JAKUB SRSLY?
PS. Zespół na dziś to Sabaton. Polecam.
EDIT: Jak ktoś ma jakieś sugestie, coś, to klepać komcie.
EDIT: Jak ktoś ma jakieś sugestie, coś, to klepać komcie.
Jakubie!
OdpowiedzUsuńLubię Cię czytać. I to jest dużo powiedziane. Zerżnę co nieco od Ciebie. I to jest odważnie powiedziane. Zgadzam się w paru kwestiach, a raczej czuję podobnie. I to mnie cieszy. Piszże!
Staniszkis mieszka kilka ulic dalej, wystarczyło wbic do Podkowy :P
OdpowiedzUsuń