wtorek, 6 stycznia 2015

Days gone by.

Rok, 4 miesiące i 23 dni później.

W sumie zupełnie nieważne co u mnie. Absolutnie nieistotne jak bardzo wszystko się zmieniło. Jak zmieniłem się ja, jak zmienili się inni. Bo co z tego jak było niby wynika, prócz świadomości że wszystko się zmienia? To tylko działanie, istotny jest wynik.

A wynik brzmi - nic stałego na tym świecie, moi drodzy. Nic. Rzeczy, które kiedyś zdawały się być skałami dziś są tylko piaskiem. Co widzicie w tym kawałku internetów, naturalnie. 18 postów to cały chuj, pełna zgoda. Brak porównania, ogromne przerwy w nadawaniu, zgoda. Ale przecież piszę to głównie dla siebie. A przecież wiem jak było. Jak się czułem. Jak wielka była moja pewność wobec ówczesnych pewników.

I co?

I gówno. Vanitas vanitatum et omnia vanitas. Rozdziobią nas kruki, wrony... Cała reszta pesymistycznego pierdolenia. Chociaż nie, czekaj. Realistycznego, chciałem napisać. To co, mały eksperyment myślowy? Wróćcie sobie do roku, powiedzmy, 2012. Weźcie sobie swojego blogaska, pamiętniczek, dzienniczek, wspomnienia, cokolwiek. Przypomnijcie sobie rzeczy, które wydawały się wam stałe. Nieprzemijające, opcje na które postawilibyście cały swój majątek.

Jak wielu z was właśnie przekurwiło wszystko co ma? To teraz powtarzamy sobie wszyscy, chórem.

NAJWAŻNIEJSZY JESTEM JA






Ileż zdrowszy byłby świat ze zdrowymi zasobami egoizmu i maksymalną szczerością? Wyobraźcie sobie tylko, piękna utopia. Żadnych podchodów, żadnych sztucznych umizgów. Nie lubisz kogoś? Mówisz mu to w twarz. Nie chcesz czegoś robić? Nie robisz. O ile zdrowiej. Dla mnie. Dla Ciebie. Dla wszystkich.




Z rzeczy bardziej konkretnych - trochę się duszę i miotam. Chciałoby się żyć pełniej. Mocniej. Bardziej intensywnie. Mieć cel, dążyć do niego. Nie, posiadanie mieszkania i zarobków to nie jest cel, to asekuranctwo. Cholernie brakuje mi jakiejś ulotnej idei, czegoś za czym można byłoby iść. A czasem nawet ginąć. Kolejny raz przeczytałem Płomienie Brzozowskiego, kolejny raz jakaś forma ulotnej tęsknoty zajebała mi cios prosto w serduszko. I jeżeli marksiści potrafią tak trafić we mnie - tym gorzej dla prawej strony. Za którą przecież trzymam kciuki, cholernie zresztą mocno.



I ludzi mi brak. W sensie rozmów, takich poważnych, mocnych. Takich przy których nie wiedzieć kiedy schodzi paczka szlugów, butelka wina i nagle świta. Bywają (dzięki, A.), za rzadko niestety. Dziękuję ci, panie internecie za spierdolenie ludzi. Za to, że nie potrafią już (z chlubnymi wyjątkami) rozmawiać. Jedyne co im (a i mi też, przyznaję się) pozostaje to gadanie. Takie kurwa puste, powierzchowne. A ja się chcę zetknąć duszami, poczuć więź, szczerość, bliskość.

Głębię.

Ciekawe na ile wystarczy mi teraz samozaparcia żeby ten kawałek internetowego poletka prowadzić. Jeśli zbyt chaotycznie, zbyt chujowo, zbyt marnie naskrobane te kilkaset/tysięcy znaków - państwo raczą wybaczyć, trochę wypadłem z rytmu.

środa, 14 sierpnia 2013

Dlaczego, po co, czemu?

Nie wiem właściwie po co wracam do bloga. A właściwie nie wiem co mnie ciągnie do niego, bo to nie jest mimo wszystko spontaniczna decyzja. Od długiego czasu chciałem znów go otworzyć, przeczytać którąś ze starszych notek, pośmiać się z siebie, może coś skrobnąć. Sam nie wiem po co.

Nostalgia?

Chęć uzewnętrznienia się?

Złapanie dystansu do siebie?

Oddechu?

Nie wiem. Faktem jest że właśnie stukam w klawisze. Właściwie - jakie to ma znaczenie dlaczego to robię? No właśnie. Więc piszę i nie wiem ani co chcę napisać, ani jak, ani dlaczego. Ot, strumień świadomości, mimo że chcę żeby ta notka miała sens. A będzie trudno.

No cóż, przeczytałem kilka notek i nie zaśmiałem się ani razu. Zdziwionym, spodziewałem się że będę piał jak pojebany z tego jaki byłem głupi, wszak 2 lata (no, 1.5 roku od ostatniej notki) to cholernie dużo czasu na dorośnięcie, zmianę optyki życiowej, może poglądów na pewne zjawiska. A tu zaskoczka, nic z tych rzeczy. Jedyne uśmiechy to te nostalgiczne, do wspomnień, do przeszłości. Za nie zupełnie mi nie głupio.

Jak się już rzekło, od ostatniej notki minęło półtora roku. Kawał czasu, ale chyba sobie daruję retrospekcję, chyba ciut za dużo byłoby pisania, wszak streścić taki kawałek życia, szczególnie że kawałek życia dość intensywny, to jednak ponad moje siły, przynajmniej dzisiaj. Dostaniecie więc bardzo skrótowo.

Z grubsza wydarzyła mi się matura, studia, NZS, prawko, kilku ludzi okazało się być kurwami, kilku wręcz przeciwnie. Kilka wzlotów i kilka upadków, trochę kłótni, trochę gryzienia się w język, generalnie kolorowo.

Z rzeczy okołospołecznych - Chryste Panie, dlaczego polaczki biedaczki siedzą jeszcze grzecznie w domkach? Czemu do cholery ten kraj nie stoi jeszcze w płomieniach? Naród jest na każdym kroku, pardon, jebany jak stare, pardon, kurwiszcze. Jesteśmy Radomiem Europy. Nie mamy dróg, polityki zagranicznej, sprawnej kolei, rozsądnych (nie mówię już, broń Boże, niskich) podatków, działającej administracji, przemysłu, żłobków i przedszkoli. Mamy natomiast ogromny dług publiczny, dziury w asfalcie, ulgi podatkowe dla zagranicznych (!) marketów, premiera haratającego w gałę, wpływy obcych państw, emerytury (ale niskie i niedługo, nie cieszcie się), pomnik Narodowego Wikliniarstwa i Fajne Państwo. Ach, no i armię urzędników którym się nie chcę/nie potrafią. To teraz popatrzmy sobie na państwa tak zapyziałe i zabiedzone (w mniemaniu ludzkim, pamiętajmy) jak Turcja, Brazylia czy Egipt. Zwróćmy swoją uwagę na przyczyny. Turcja - iskierką był kawałek parku, kilkaset drzewek, bzdura zupełna. Brazylia - podwyżka cen biletów komunikacji publicznej, też nic wielkiego. Egipt - o, tu już większy kaliber, tutaj dekret Mursiego zwiększający jego prerogatywy. Ale chwila, czy myśmy tego nie przerabiali? ACTA? Zmiana ustawy o zgromadzeniach? Powołanie partyjniaka jako szefa NIK? Mało? No najwyraźniej mało. To dołóżmy jeszcze kilka samopodpaleń i innych prób zajebania się pokazowo. A gówno mości panowie, nie będzie protestów, bo po co. Cóż za kraj, zdumiewa mnie na każdym kroku, mimo że innego nie znam.

Na Boga, ludzie, zróbmy coś zanim będzie zbyt późno.

A teraz szybciutko do kącika muzycznego - znów pokażę wam dwie drogi, obydwie cudowne, obydwie w pewien sposób inspirujące. Rapsy i debilcore. Kunsztowne słowa i kunsztowna muzyka.

I to właściwie tyle, coby się nie przemęczyć. Będę zdziwiony jeśli ktoś tą notkę odbierze pozytywnie, chyba mi średnio wyszła. Ale co tam, mam prawo po prawie 2 latach bez pisania.

Howgh. Miłej resztki nocy, internecie.

czwartek, 8 grudnia 2011

Witajcie.

Ze 3 miesiące będą od ostatniego pisania. Sporo czasu. A zdaje się jakby jednak niewiele.

Przez 3 miesiące można zwiedzić dość dogłębnie spory kawał Polszy. Przez 3 miesiące można zbankrutować, można zdobyć bogactwo. Przez 3 miesiące można poznać kogoś i z nim wziąć ślub. Można zapaść na jakąś poważną chorobę, można umrzeć. Przez 3 miesiące można dokonać wielkich odkryć, czynów, lub też stać się okrutnikiem. Przez 3 miesiące można zrobić wiele poważnych, wielkich, złych lub dobrych rzeczy.

A ja?

Co właściwie zrobiłem w te 3 miesiące? I dlaczego nic? Dlaczego nikt z Was, droga publiczności, nic takiego nie zrobił? Brak zdecydowania? Motywacji? Wolności?

No właśnie.

To mnie boli, niszczy. Dostaję pierdolca od rutyny. Właściwie jedynym wytchnieniem są weekendy. Niby też zazwyczaj wyglądają tak samo, ale to co innego. Czyż nie, Adamie?




Właśnie wróciłem od dziadków. I czuję się mocno niepewny i zmieszany.
1. Okazali się być bardziej wyrozumiali niż myślałem.
2. Dziadek zaczyna mi okazywać mocno ciepłe uczucia. (o tym, dlaczego tak bardzo mnie to miesza, mogliście już chyba przeczytać)
3. Powoli zdycha pies moich dziadków, który jest od kiedy pamiętam. A ja się boję śmierci Najbliższych.

Tak więc, emocjonalnie czuję się dość dziwnie. A szprycowanie się Świetlikami nie pomaga. A z drugiej strony - chyba wcale nie mam ochoty na beztroskę dziś, jakoś tak. Nawet zastanawiałem się nad pójściem na cmentarz, ale jest za zimno (chociaż to można by przeżyć) i nie mam muzyki.

Swoją drogą - nie wiem jak ja funkcjonuje bez muzyki. IRiver się zjebał, słuchawki się zjebały, ja cierpię na chroniczny niedobór pieniążków. Chujnia w kwestiach muzycznych generalnie.

Kurwa.

Właśnie doszło do mnie, jak bardzo ta notka będzie bez sensu.

Po chuj ja to piszę? Dla Was? Dla siebie? Bo inni napisali? Bo czuję taką potrzebę? Może z nudów?



A jutro już piątek. Całe szczęście, zaczynam wpadać powoli w marazm. Piątek bardzo ładnie się z tym upora.

Co ja bym robił bez piątków? Bez sobót? Bez niedziel? Bez mojego jedynego, prawdziwego (a może właśnie jedynego nieprawdziwego?) życia? Bez Moniki?

Nie wiem.

Nie chcę wiedzieć.




To teraz bardziej przyziemna część.
Matury. Co za pierdolony zjeb wymyślił klucz? Czy kurwa nauczyciele to jebane bezmózgi? Proszę. Skoro skończyli studia, uczą ludzi lat ileś, to chyba jakiś tam mózg jednak mają. Chociaż, patrząc na panią S to śmiem wątpić. Jak można sprawdzać tak chujowo matury? Skoro ja, w jakieś 36 sekund potrafię znaleźć w wypracowaniu jebane niezaznaczone punkty?

Eh, idź pan w piździeć z takim sprawdzaniem.

PS. Zespół na dziś to zdecydowanie Świetliki. To, lub to. Albo to.



Howgh.

sobota, 15 października 2011

Po przerwie. Vol. 2.

Witajcież.

Dawno nie pisałem, bo i nie było kiedy za bardzo. Byłem nazbyt zajęty marnowaniem swojego życia. A weekendy - wiadomo.

Tygodnia nie będę opisywał, bo i nie ma po co. Był taki sam jak każdy inny. Tak samo mdły, monotonny i bezbarwny. Jak chcecie wiedzieć co się działo, to otwórzcie którąkolwiek notkę i przeczytajcie.

Ale wczorajszy dzień i dzisiejszy - opiszę. A co, pochwalę się. Ach, no i troszkę czwartku wrzucę.

Czwartek, wieczór.
Poszedłem (uwaga uwaga!) do Schowka. Dla tych co nie wiedzą o chuj chodzi - Schowek to piwnica w bloku kumpla, gdzie zbiera się osiedlowa nasza śmietanka. No i tu zaskoczenie. Zebrało się nas, w imię Pana, hehe, 8 osób. Ostatnio tyle ludu było chyba na 18 Staszka. Nawet nie wiem kiedy tyle czasu zleciało, ale jak spojrzałem na zegarek była 2. I 2 nieodebrane połączenia od starych.

Piątek.
Wstałem rano. Klasyczny poranek - kawa, śniadanko, LoL. 1 partia co prawda, ale jednak. No i spoko, wszystko zajebiście, zgodnie z prośbą się wcześnie wybieram do Siedlec, a tu pizd. Nagle matka sobie przypomniała o odkurzaniu, zmianie pościeli i mnóstwie innych pierdół. Wkurwiłem się. Efektem było zajechanie do Siedlec w okolicach 14 dopiero. Ale przynajmniej zrekompensował mi to nieco kierowca, który mnie wiózł. Bardzo spoko persona, dodatkowo z dość ciekawymi i odmiennymi od moich poglądami, dodatkowo praktykujący autostopowicz. Aż się wysiadać z samochodu nie chciało. A przelecieliśmy przez całe spektrum tematów. Zaczynając od autostopowania, poprzez legalizację, aż do homoseksualizmu i adopcji dzieci przez homosiów.
A potem Monika. Szczegółów wam oszczędzę. Ale dzień bardzo, bardzo przyjemny. Cudowny. Idealny.
Btw. - właśnie zauważyłem że na Jej modłę zaczynam napierdalać wall of text'y. Niedobrze, podobno to się ciężko czyta :<
Następnie powrót do domu i zapierdalanie w lol'a do 3 nieomal.

Sobota.
Wstałem o 9 - to jest po 6 h snu. Nie wiem czemu, ale mi wystarcza taka ilość snu w zupełności. Śmieszne.
Potem kawa, szlug, śniadanko, stop. I znowu ciekawa bardzo rozmowa. Z panem (najprawdopodobniej) profesorem z UPH. Kurwa, ja to mam farta do ludzi na stopie.
Po drałowaniu od początku 3 Maja na Dreszera wpadłem jak burza do Moniki. I jak burza ogarnęła nas czułość, miłość i jeszcze kilka innych rzeczowników kończących się na -ść. Cudownie generalnie. Wspaniale, idealnie, wymarzenie. Kocham i jestem kochany - czyż to nie najwspanialsza rzecz? Czuję się cudownie, wspaniale. Szczęśliwy jak nigdy. Mimo że myślałem że już bardziej się nie da. A jednak. Idealny dzień. A teraz siedzę i piszę. Przy nowej płytce Trivium. Kurwa, dają radę. Zdecydowanie ciekawa płyta.

A teraz czas na bulwers.

Źródłem bulwersa było odpalenie tvn24. Gdzie akurat pokazywano urywki z 'Babilonu'. Kurwa, jak takie idiotki jak pani Paradowska czy prof. Środa mogą być 'wyroczniami' sporej części Polaków? Kurwa, jak? Polsko, dlaczegoś tak upadła?
Bezpośrednim impulsem do bulwersa była odpowiedź na pytanie postawione przez panią Jakubiak. 'Z czego panie znają Roberta Biedronia, nie wliczając emanowania swoją orientacją?' Odpowiedź Paradowskiej - 'No na przykład zaskarżył Polskę do Trybunału w Strasburgu w związku z DYSKRYMINUJĄCĄ formą formularzy w urzędach.' Kurwa. Zajebiste dokonanie, pokojowego nobla mu kurwa dajcie. Albo kurwa order Orła Białego. Nie mówiąc o tym, że odpowiedź była nie na temat. Słuchanie ze zrozumieniem to coś dla pani obcego, pani Paradowska? Czy może wygodniej jest kurwa udawać, że się nie usłyszało?

Kolejna refleksja polityczno - społeczna.
Czeka nas upadek, proszę państwa. Włochy idą w ślady Grecji. A za Włochami pójdzie reszta Jewropy. W tym i my. I trzeba będzie wyjść na ulice. Stąd m. in. pomysł mój i Radomyskiego. Otóż zamierzamy stworzyć stowarzyszenie, czy może ruch. Skierowany do młodzieży (głównie), myślącej i świadomej. I być może prawicowej, acz co do tego jeszcze nic nie wiadomo. Także tego.

No i czas kończyć. Miłej nocy, panowie i panie.

PS. Muzyka to nowe Trivium. Chociażby Dusk Dismantled. Chyba najlepszy kawałek z nowej płytki.


Howgh.

wtorek, 11 października 2011

Pod rozmysł i przemyślenia.

Jacek Kaczmarski - Kasandra




Nic się nie kończy prostym tak lub nie

I nie na darmo giną wojownicy.

Dlatego mówię 'To początek końca!',

A lud pijany wspina się na mury

Bo pustką zieją szańce barbarzyńców.



Strzeżcie się tryumfu - jest pułapką losu.

I nic nie znaczą wrogów naszych hołdy.

Jeden jest ogień którym płoną stosy,

Miecz o dwóch ostrzach trzyma tępy żołdak.



Ja wam nie bronię radości

Bo losu nie zmienią wam wróżby,

Ale pomyślcie o własnej słabości

Zamiast o tryumfie nad ludźmi.



O straszne święto, co poprzedza zgon.

Szczęśliwe miasto pod rządami Priama.

Rynki, świątynie, freski, poematy

Zbezcześci zabłocony but Achaja.

Ślepota dzieci twych otwiera bramy.



Już mrówcza fala toczy się po polu,

Gdzie niewzruszenie tkwi Czerwony Koń.

Ach jakbym chciała być jak oni, być jak oni.

Ach jak mi ciąży to co czuję, to co wiem.



Bawcie się, pijcie, dzieci

Jak się bawić i pić potraficie!

Są ludy, co dojrzały do śmierci

Z rąk ludów niedojrzałych do życia...





Dłuższa notka będzie MOŻE wieczorem.

PS: Pozdrawiam pana Chomiuka, o ile to czyta ;>


poniedziałek, 3 października 2011

'He was just six winters old!'

Poniedziałek 22.13

Witajcie.

Tak sobie myślę, od czego by tutaj zacząć.

Kurwa, kogo ja oszukuję. I tak zacznę, jak zawsze, od dnia po ostatniej notce. Czyli od piątku.

Piątek - troszkę fail. Przespaliśmy z Moniką jakieś za dużo godzin. Znaczy, fajnie się spało, smacznie, ale jednak wolę rozmawiać niż spać. Czy robić cokolwiek innego. No i poza tym, to się nie działo nic. Prócz tego, że byłem w szkole, mimo że nie musiałem. Spokojnie, spokojnie. Tylko legitymę podbijałem. Nie macie się czego bać, jeszcze mnie nie pojebało.

Chociaż, w sumie. Byłem dzisiaj na nieobowiązkowym kółku z matmy. I całkiem nieźle się bawiłem.
WTF JAKUB SRSLY?!

Sobota - antyfail. Chociaż się za psi chuj nie wyspałem. Wstałem o godzinie 8 bodaj, bo na 11 pociąg w Siedlcach. Albowiem w sobotę imprezowałem. 90 prababki Moniki. Czyli PARTY HARD JAK CHUJ. Potem, z racji faila przy sprawdzaniu godziny pociągu powrotnego, 2 godzinki na dworcu w Łukowie, bo tam impreza miała miejsce. A potem spanie w Siedlcach. Lubię, zdecydowanie.

A potem niedziela. Poranek taki sobie - pierwej mikro-foch Moniki, potem przyszedł Jej ojciec (aka Jebany Wrzód Na Ciele Społeczeństwa; Pierdolony Pasożyt; etc.). No i się sypło całkowicie. Szlugów to spaliłem z pińcyt. Nie mówiąc o zasapaniu się z wściekłości. Zaprawdę, nie taki poranek sobie planowaliśmy. A potem (gdy poszedł sobie) było tak dobrze, fajnie i cudownie, że poszedł poranek w zapomnienie. Następnie wróciłem do domu i się okazało, że Włodzimierz sobie rozpierdolił łapę szkłem. Solidnie. Dobrze 2 cm głębokiej dość rany.

A potem poniedziałek. I w sumie nic ciekawego, poza tym, że dowiedziałem się, że nie tylko Monika wyciska z uporem maniaka syfy swojemu chłopcu. Śmiechu było co niemiara przy tym dowiadywaniu się. No cóż, he he.

A teraz czas na część publicystyczną. O roboczym tytule 'Debile i plebs'.

Zacznijmy od debili. Kurwa mać, dlaczego coś, co powinno być w sumie zabawne, jest tak wkurwiające jak to tylko możliwe? Noż kurwa, widzisz takiego zjeba genetycznego i ci się odzywa duch Berserkera. No i kolejna sprawa, kolejne pytanie. Jak to możliwe, że oni się ze swoim debilizmem godzą, dobrze czują? Ba, oni są z tego nieomal dumni. Kurwa. To samo plebs. Tyle że z plebsem jest jeszcze gorzej. Nie potrafię się od plebsu odizolować, zignorować go. Otacza mnie, wciąga w swoją zjebaną nijakość, neutralizuje mnie. Przestaje być widoczny i przestaje widzieć cokolwiek. Nie ma mnie, nie ma nikogo, jest tylko bezkształtna, falująca masa, o ujemnym IQ. Bezmyślna fala błota. Aaaa, kurwa, panikuję. Serio, zdarza mi się tak. Wchodzisz do szkoły, a tu masa. Irytująca masa błota w której się rozpływasz. I nieważne, co sobą reprezentujesz. I tak widać tylko masę. Argh.

Chaos się wyziera z akapitu wyżej. I dobrze, tak się czasem czuję w tłumie. Nie potrafię wytrzymać, jakby mi ktoś wsadzał mentalne pręty w mózg. Chcę uciekać, spierdolić jak najdalej.

I chyba czas kończyć tą notkę. Za psi chuj się nie klei. :<

PS. No to jeszcze klasyczny kącik muzyczny. Dziś dwie drogi. W sumie polecam bardzo obie. Pod rozkminę i pod nastrój. Nowoczesność kontra nordycka mitologia. Geniusz vs geniusz.


Howgh.

piątek, 30 września 2011

Bulwers religijno - polityczny.

Notka okazjonalna, bo akurat mam trochę czasu i złapałem bulwersa. No i czytałem trochę już dziś hejtera.eu.

No to zaczynamy.
Pierwej religia, może was zatrzyma na trochę, polityka raczej odgoni. ;)

Kurwa mać. Jestem świeżo po lekturze kolejnego z artykułów 'religijnych' w Uważam Rze. I o ile pismo generalnie trzyma fajny bardzo poziom, to przy religii redaktorzy dostają pierdolca. Z powikłaniami.
Sam artykuł jest spod znaku 'o kurwa, o la boga, jak my, chrześcijanie jesteśmy tępieni!'. Kurwa, tępieni powiadacie? A kto do kurwy nędzy zasłania się art. 196 KK? Przepraszam, może Nergal chciał się wybić na tej spalonej Biblii, może serio tak uważa. ALE NIKT WAS KURWA NIE ZAPRASZAŁ NA KONCERT ZESPOŁU JAWNIE ANTYCHRZEŚCIJAŃSKIEGO!
Ba, nikt kto tam był, nie poczuł się urażony!
Kolejna sprawa. Czym się kurwa różni Biblia od jebanego Harrego Pottera? Przecież w HP też mogę wierzyć, mogę wierzyć że serio jest jakiś Hogwart. I co, jak ktoś podrze HP, to mam go po sądach ciągać? Przecież to kurwa idiotyczne.
I wbijamy dalej szpile w wielkich kurwa katolików. Jak możecie się obrażać o spalenie 'źródła wiary', skoro zdecydowana większość was nawet tej nieszczęsnej Biblii nie czytała? Jak kurwa? PYTAM KURWA JAKIM PRAWEM?
Jak możecie, jebane polaczki, sprzeciwiać się manifestacji religijnej satanistów, skoro wasze krzyże wiszą we wszystkich urzędach?
Jak możecie mówić o znieważeniu swoich uczuć religijnych, skoro sami robicie to na każdym kroku?
Jebani hipokryci.

Ach, no i jeszcze wielkie ajwaj, jacy to chrześcijanie nie są tępieni. Na Krakowskim Przedmieściu, na koncercie w 'Uchu', na salach sądowych, gdzie nie karają 'nieprawomyślnych'. No jak tam można? Ktoś nie uznaje Biblii i pali ją na zamkniętym koncercie! NA STOS SKURWYSYNA.

Banda pierdolonych retardów.

Żeby nie było - mam pełen szacunek do normalnych, zwyczajnych, zdroworozsądkowych chrześcijan. Ba, sam bym chciał być jednym z nich. Ale nie potrafię.

Żeby nie było [2] - nie gloryfikuję tutaj też postawy Nergala. Jego wola, jego wolność. Ale palenie książek dlatego, że nie uznajemy że są prawdziwe, jest okropnie dziecinne.

No i tak to przechodzimy do tematów politycznych. Czy raczej okołopolitycznych. Wiem, że nie lubicie polityki, ale to będzie naprawdę znośne. Nie zanudzicie się, mam nadzieję.

Polityka - w sumie fajna rzecz, jak faceci w garniturach rządzą państwem. Fajnie widzieć jak pracują nad ustawami. Ustawami, które są naprawdę dobrze skonstruowane. Jak przedstawiają różne koncepcje państwa, gospodarki.

Tyle w sferze marzeń i 'tego, jak powinno być'. Przejdźmy teraz do tego, jak jest.

A jest niewesoło. Chyba że ktoś lubi czarny humor zaprawiony solidną ilością groteski i debilizmu.

No i znowu, jak w przypadku religii państwa naszego - infantylizm. Zdziecinnienie aż się wylewa. Krótki pokaz programów partii według Jakuba.

PO - Cześć. Wy jesteście młodymi, wykształconymi EUROPEJCZYKAMI! Głosujcie na nas, bo inaczej Ciemnogród i Zacofanie (aka. PiS) zawładnie Polską i nie będą nas na zachodzie lubić już. Głosujcie, bo jak CiZ zdobędzie władzę, to będziemy mieli TERROR i INKWIZYCJĘ, nie zapominając o PAŃSTWIE KOŚCIELNYM i rozpamiętywaniu MARTYROLOGII i TRAGICZNEJ PRZESZŁOŚCI! DOŚĆ TEGO! PATRZMY W PRZYSZŁOŚĆ! Wiemy że nic nie zrobiliśmy przez 4 lata rządów, ALE TO WSZYSTKO PRZEZ TEGO STRASZNEGO KACZORA! NIE DAJCIE MU DOJŚĆ DO WŁADZY! No i jak teraz nas wybierzecie, to z całą pewnością przez kolejne 4 lata będziemy mogli zrobić cuda na kiju. Będzie zajebiście, celebryci nie mogą się mylić!

PiS - olaboga, zły Tusk atakuje kiboli! Idźmy wszyscy na pielgrzymkę jasnogórską, żeby tylko nic się kibolom nie stało, a zły Tusk przegrał wybory! Dawniej też - MY WCALE NIE GRAMY SMOLEŃSKIEM, ALE ZAPŁACICIE ZA TO, ŻYDOMASOŃSKIE KURWY! No i te fotografie Prezesa z Martą i dzieciakiem w Fakcie to przecież czysty spontan, nic nie ustawialiśmy. No i mamy fajne (całkiem), młode (całkiem) dupy na plakatach. MŁODOŚĆ, NIE? HE HE HE.

PSL - wybierzcie nas, bo jesteśmy w stanie się skurwić tak, żeby wejść w koalicję z każdym. Fajnie, nie? Stabilne rządy, te sprawy. A w sumie to chuj z rządami, dajcie nam tylko stołki. Fajne są, już sobie wygrzaliśmy. A w zamian - będziemy się ruchać z kim chcecie. No i czaicie, jesteśmy swoje CHŁOPY, hehe.

SLD - wybierz nas, bo udajemy że jesteśmy lewicowi. Patrz jak lewica z nas spływa wręcz - CHCEMY RENEGOCJOWANIA ALBO NAWET ZERWANIA KONKORDATU! Tylko ci opresyjni katole nas prześladują. Tak samo jak homosiów. Pardon, osoby o homoseksualnych zainteresowaniach, political corectness. No i wyjaśnimy morderstwo Blidy! Nasza ci ona była. No i dołączymy się do UE i będzie fajnie. I nie słuchajcie głupot tych wrażych katoli, że niby jesteśmy postkomuchami w nowym opakowaniu. Mi, Pięknemu Grzesiowi, nie wierzycie?

KNP i Ruch Palikota - tutaj się nie będę odnosił, bo cenie partie obydwie (mimo że jedna jest ultra prawa, a druga lewa), za ideowość. Bo mi się tęskni do wyboru.

Także - mamy wybór między gównem i gównem. Ale idźmy na wybory. Oddaj głos nieważny jak nie masz na kogo głosować, ale idź na wybory.

No i jeszcze krótki opis dni. Wczoraj 1 raz w tygodniu byłem w budzie, dziś mam wolne. Fajnie, c'nie?
Wczoraj mój starszy był ostatni dzień w starej robocie. Przyszedł dość mocno wzruszony do domu, jak się okazało, dostał spory i zajebisty zestaw narzędzi na odchodne. Piękna rzecz, nawet gdyby to były jebane cukierki, to liczy się pamięć. Bardzo miła sprawa. A reszta - nic się nie działo. Wszystko jest zajebiście. Szczęśliwym.

To jeszcze pozdrowienia. Pozdrawiam wszystkich myślących, którzy to czytają. I tych wytrwałych, którzy przebrnęli przez tą notkę.

PS. Muzyka. Muzyka jeszcze. Amon Amarth nadal. A z rzeczy innych - to.


Howgh.