poniedziałek, 3 października 2011

'He was just six winters old!'

Poniedziałek 22.13

Witajcie.

Tak sobie myślę, od czego by tutaj zacząć.

Kurwa, kogo ja oszukuję. I tak zacznę, jak zawsze, od dnia po ostatniej notce. Czyli od piątku.

Piątek - troszkę fail. Przespaliśmy z Moniką jakieś za dużo godzin. Znaczy, fajnie się spało, smacznie, ale jednak wolę rozmawiać niż spać. Czy robić cokolwiek innego. No i poza tym, to się nie działo nic. Prócz tego, że byłem w szkole, mimo że nie musiałem. Spokojnie, spokojnie. Tylko legitymę podbijałem. Nie macie się czego bać, jeszcze mnie nie pojebało.

Chociaż, w sumie. Byłem dzisiaj na nieobowiązkowym kółku z matmy. I całkiem nieźle się bawiłem.
WTF JAKUB SRSLY?!

Sobota - antyfail. Chociaż się za psi chuj nie wyspałem. Wstałem o godzinie 8 bodaj, bo na 11 pociąg w Siedlcach. Albowiem w sobotę imprezowałem. 90 prababki Moniki. Czyli PARTY HARD JAK CHUJ. Potem, z racji faila przy sprawdzaniu godziny pociągu powrotnego, 2 godzinki na dworcu w Łukowie, bo tam impreza miała miejsce. A potem spanie w Siedlcach. Lubię, zdecydowanie.

A potem niedziela. Poranek taki sobie - pierwej mikro-foch Moniki, potem przyszedł Jej ojciec (aka Jebany Wrzód Na Ciele Społeczeństwa; Pierdolony Pasożyt; etc.). No i się sypło całkowicie. Szlugów to spaliłem z pińcyt. Nie mówiąc o zasapaniu się z wściekłości. Zaprawdę, nie taki poranek sobie planowaliśmy. A potem (gdy poszedł sobie) było tak dobrze, fajnie i cudownie, że poszedł poranek w zapomnienie. Następnie wróciłem do domu i się okazało, że Włodzimierz sobie rozpierdolił łapę szkłem. Solidnie. Dobrze 2 cm głębokiej dość rany.

A potem poniedziałek. I w sumie nic ciekawego, poza tym, że dowiedziałem się, że nie tylko Monika wyciska z uporem maniaka syfy swojemu chłopcu. Śmiechu było co niemiara przy tym dowiadywaniu się. No cóż, he he.

A teraz czas na część publicystyczną. O roboczym tytule 'Debile i plebs'.

Zacznijmy od debili. Kurwa mać, dlaczego coś, co powinno być w sumie zabawne, jest tak wkurwiające jak to tylko możliwe? Noż kurwa, widzisz takiego zjeba genetycznego i ci się odzywa duch Berserkera. No i kolejna sprawa, kolejne pytanie. Jak to możliwe, że oni się ze swoim debilizmem godzą, dobrze czują? Ba, oni są z tego nieomal dumni. Kurwa. To samo plebs. Tyle że z plebsem jest jeszcze gorzej. Nie potrafię się od plebsu odizolować, zignorować go. Otacza mnie, wciąga w swoją zjebaną nijakość, neutralizuje mnie. Przestaje być widoczny i przestaje widzieć cokolwiek. Nie ma mnie, nie ma nikogo, jest tylko bezkształtna, falująca masa, o ujemnym IQ. Bezmyślna fala błota. Aaaa, kurwa, panikuję. Serio, zdarza mi się tak. Wchodzisz do szkoły, a tu masa. Irytująca masa błota w której się rozpływasz. I nieważne, co sobą reprezentujesz. I tak widać tylko masę. Argh.

Chaos się wyziera z akapitu wyżej. I dobrze, tak się czasem czuję w tłumie. Nie potrafię wytrzymać, jakby mi ktoś wsadzał mentalne pręty w mózg. Chcę uciekać, spierdolić jak najdalej.

I chyba czas kończyć tą notkę. Za psi chuj się nie klei. :<

PS. No to jeszcze klasyczny kącik muzyczny. Dziś dwie drogi. W sumie polecam bardzo obie. Pod rozkminę i pod nastrój. Nowoczesność kontra nordycka mitologia. Geniusz vs geniusz.


Howgh.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz