Witajcież.
Dawno nie pisałem, bo i nie było kiedy za bardzo. Byłem nazbyt zajęty marnowaniem swojego życia. A weekendy - wiadomo.
Tygodnia nie będę opisywał, bo i nie ma po co. Był taki sam jak każdy inny. Tak samo mdły, monotonny i bezbarwny. Jak chcecie wiedzieć co się działo, to otwórzcie którąkolwiek notkę i przeczytajcie.
Ale wczorajszy dzień i dzisiejszy - opiszę. A co, pochwalę się. Ach, no i troszkę czwartku wrzucę.
Czwartek, wieczór.
Poszedłem (uwaga uwaga!) do Schowka. Dla tych co nie wiedzą o chuj chodzi - Schowek to piwnica w bloku kumpla, gdzie zbiera się osiedlowa nasza śmietanka. No i tu zaskoczenie. Zebrało się nas, w imię Pana, hehe, 8 osób. Ostatnio tyle ludu było chyba na 18 Staszka. Nawet nie wiem kiedy tyle czasu zleciało, ale jak spojrzałem na zegarek była 2. I 2 nieodebrane połączenia od starych.
Piątek.
Wstałem rano. Klasyczny poranek - kawa, śniadanko, LoL. 1 partia co prawda, ale jednak. No i spoko, wszystko zajebiście, zgodnie z prośbą się wcześnie wybieram do Siedlec, a tu pizd. Nagle matka sobie przypomniała o odkurzaniu, zmianie pościeli i mnóstwie innych pierdół. Wkurwiłem się. Efektem było zajechanie do Siedlec w okolicach 14 dopiero. Ale przynajmniej zrekompensował mi to nieco kierowca, który mnie wiózł. Bardzo spoko persona, dodatkowo z dość ciekawymi i odmiennymi od moich poglądami, dodatkowo praktykujący autostopowicz. Aż się wysiadać z samochodu nie chciało. A przelecieliśmy przez całe spektrum tematów. Zaczynając od autostopowania, poprzez legalizację, aż do homoseksualizmu i adopcji dzieci przez homosiów.
A potem Monika. Szczegółów wam oszczędzę. Ale dzień bardzo, bardzo przyjemny. Cudowny. Idealny.
Btw. - właśnie zauważyłem że na Jej modłę zaczynam napierdalać wall of text'y. Niedobrze, podobno to się ciężko czyta :<
Następnie powrót do domu i zapierdalanie w lol'a do 3 nieomal.
Sobota.
Wstałem o 9 - to jest po 6 h snu. Nie wiem czemu, ale mi wystarcza taka ilość snu w zupełności. Śmieszne.
Potem kawa, szlug, śniadanko, stop. I znowu ciekawa bardzo rozmowa. Z panem (najprawdopodobniej) profesorem z UPH. Kurwa, ja to mam farta do ludzi na stopie.
Po drałowaniu od początku 3 Maja na Dreszera wpadłem jak burza do Moniki. I jak burza ogarnęła nas czułość, miłość i jeszcze kilka innych rzeczowników kończących się na -ść. Cudownie generalnie. Wspaniale, idealnie, wymarzenie. Kocham i jestem kochany - czyż to nie najwspanialsza rzecz? Czuję się cudownie, wspaniale. Szczęśliwy jak nigdy. Mimo że myślałem że już bardziej się nie da. A jednak. Idealny dzień. A teraz siedzę i piszę. Przy nowej płytce Trivium. Kurwa, dają radę. Zdecydowanie ciekawa płyta.
A teraz czas na bulwers.
Źródłem bulwersa było odpalenie tvn24. Gdzie akurat pokazywano urywki z 'Babilonu'. Kurwa, jak takie idiotki jak pani Paradowska czy prof. Środa mogą być 'wyroczniami' sporej części Polaków? Kurwa, jak? Polsko, dlaczegoś tak upadła?
Bezpośrednim impulsem do bulwersa była odpowiedź na pytanie postawione przez panią Jakubiak. 'Z czego panie znają Roberta Biedronia, nie wliczając emanowania swoją orientacją?' Odpowiedź Paradowskiej - 'No na przykład zaskarżył Polskę do Trybunału w Strasburgu w związku z DYSKRYMINUJĄCĄ formą formularzy w urzędach.' Kurwa. Zajebiste dokonanie, pokojowego nobla mu kurwa dajcie. Albo kurwa order Orła Białego. Nie mówiąc o tym, że odpowiedź była nie na temat. Słuchanie ze zrozumieniem to coś dla pani obcego, pani Paradowska? Czy może wygodniej jest kurwa udawać, że się nie usłyszało?
Kolejna refleksja polityczno - społeczna.
Czeka nas upadek, proszę państwa. Włochy idą w ślady Grecji. A za Włochami pójdzie reszta Jewropy. W tym i my. I trzeba będzie wyjść na ulice. Stąd m. in. pomysł mój i Radomyskiego. Otóż zamierzamy stworzyć stowarzyszenie, czy może ruch. Skierowany do młodzieży (głównie), myślącej i świadomej. I być może prawicowej, acz co do tego jeszcze nic nie wiadomo. Także tego.
No i czas kończyć. Miłej nocy, panowie i panie.
PS. Muzyka to nowe Trivium. Chociażby Dusk Dismantled. Chyba najlepszy kawałek z nowej płytki.
Howgh.
sobota, 15 października 2011
wtorek, 11 października 2011
Pod rozmysł i przemyślenia.
Jacek Kaczmarski - Kasandra
Nic się nie kończy prostym tak lub nie
I nie na darmo giną wojownicy.
Dlatego mówię 'To początek końca!',
A lud pijany wspina się na mury
Bo pustką zieją szańce barbarzyńców.
Strzeżcie się tryumfu - jest pułapką losu.
I nic nie znaczą wrogów naszych hołdy.
Jeden jest ogień którym płoną stosy,
Miecz o dwóch ostrzach trzyma tępy żołdak.
Ja wam nie bronię radości
Bo losu nie zmienią wam wróżby,
Ale pomyślcie o własnej słabości
Zamiast o tryumfie nad ludźmi.
O straszne święto, co poprzedza zgon.
Szczęśliwe miasto pod rządami Priama.
Rynki, świątynie, freski, poematy
Zbezcześci zabłocony but Achaja.
Ślepota dzieci twych otwiera bramy.
Już mrówcza fala toczy się po polu,
Gdzie niewzruszenie tkwi Czerwony Koń.
Ach jakbym chciała być jak oni, być jak oni.
Ach jak mi ciąży to co czuję, to co wiem.
Bawcie się, pijcie, dzieci
Jak się bawić i pić potraficie!
Są ludy, co dojrzały do śmierci
Z rąk ludów niedojrzałych do życia...
Dłuższa notka będzie MOŻE wieczorem.
PS: Pozdrawiam pana Chomiuka, o ile to czyta ;>
PS: Pozdrawiam pana Chomiuka, o ile to czyta ;>
poniedziałek, 3 października 2011
'He was just six winters old!'
Poniedziałek 22.13
Witajcie.
Tak sobie myślę, od czego by tutaj zacząć.
Kurwa, kogo ja oszukuję. I tak zacznę, jak zawsze, od dnia po ostatniej notce. Czyli od piątku.
Piątek - troszkę fail. Przespaliśmy z Moniką jakieś za dużo godzin. Znaczy, fajnie się spało, smacznie, ale jednak wolę rozmawiać niż spać. Czy robić cokolwiek innego. No i poza tym, to się nie działo nic. Prócz tego, że byłem w szkole, mimo że nie musiałem. Spokojnie, spokojnie. Tylko legitymę podbijałem. Nie macie się czego bać, jeszcze mnie nie pojebało.
Chociaż, w sumie. Byłem dzisiaj na nieobowiązkowym kółku z matmy. I całkiem nieźle się bawiłem.
Witajcie.
Tak sobie myślę, od czego by tutaj zacząć.
Kurwa, kogo ja oszukuję. I tak zacznę, jak zawsze, od dnia po ostatniej notce. Czyli od piątku.
Piątek - troszkę fail. Przespaliśmy z Moniką jakieś za dużo godzin. Znaczy, fajnie się spało, smacznie, ale jednak wolę rozmawiać niż spać. Czy robić cokolwiek innego. No i poza tym, to się nie działo nic. Prócz tego, że byłem w szkole, mimo że nie musiałem. Spokojnie, spokojnie. Tylko legitymę podbijałem. Nie macie się czego bać, jeszcze mnie nie pojebało.
Chociaż, w sumie. Byłem dzisiaj na nieobowiązkowym kółku z matmy. I całkiem nieźle się bawiłem.
WTF JAKUB SRSLY?!
Sobota - antyfail. Chociaż się za psi chuj nie wyspałem. Wstałem o godzinie 8 bodaj, bo na 11 pociąg w Siedlcach. Albowiem w sobotę imprezowałem. 90 prababki Moniki. Czyli PARTY HARD JAK CHUJ. Potem, z racji faila przy sprawdzaniu godziny pociągu powrotnego, 2 godzinki na dworcu w Łukowie, bo tam impreza miała miejsce. A potem spanie w Siedlcach. Lubię, zdecydowanie.
A potem niedziela. Poranek taki sobie - pierwej mikro-foch Moniki, potem przyszedł Jej ojciec (aka Jebany Wrzód Na Ciele Społeczeństwa; Pierdolony Pasożyt; etc.). No i się sypło całkowicie. Szlugów to spaliłem z pińcyt. Nie mówiąc o zasapaniu się z wściekłości. Zaprawdę, nie taki poranek sobie planowaliśmy. A potem (gdy poszedł sobie) było tak dobrze, fajnie i cudownie, że poszedł poranek w zapomnienie. Następnie wróciłem do domu i się okazało, że Włodzimierz sobie rozpierdolił łapę szkłem. Solidnie. Dobrze 2 cm głębokiej dość rany.
A potem poniedziałek. I w sumie nic ciekawego, poza tym, że dowiedziałem się, że nie tylko Monika wyciska z uporem maniaka syfy swojemu chłopcu. Śmiechu było co niemiara przy tym dowiadywaniu się. No cóż, he he.
A teraz czas na część publicystyczną. O roboczym tytule 'Debile i plebs'.
Zacznijmy od debili. Kurwa mać, dlaczego coś, co powinno być w sumie zabawne, jest tak wkurwiające jak to tylko możliwe? Noż kurwa, widzisz takiego zjeba genetycznego i ci się odzywa duch Berserkera. No i kolejna sprawa, kolejne pytanie. Jak to możliwe, że oni się ze swoim debilizmem godzą, dobrze czują? Ba, oni są z tego nieomal dumni. Kurwa. To samo plebs. Tyle że z plebsem jest jeszcze gorzej. Nie potrafię się od plebsu odizolować, zignorować go. Otacza mnie, wciąga w swoją zjebaną nijakość, neutralizuje mnie. Przestaje być widoczny i przestaje widzieć cokolwiek. Nie ma mnie, nie ma nikogo, jest tylko bezkształtna, falująca masa, o ujemnym IQ. Bezmyślna fala błota. Aaaa, kurwa, panikuję. Serio, zdarza mi się tak. Wchodzisz do szkoły, a tu masa. Irytująca masa błota w której się rozpływasz. I nieważne, co sobą reprezentujesz. I tak widać tylko masę. Argh.
Chaos się wyziera z akapitu wyżej. I dobrze, tak się czasem czuję w tłumie. Nie potrafię wytrzymać, jakby mi ktoś wsadzał mentalne pręty w mózg. Chcę uciekać, spierdolić jak najdalej.
I chyba czas kończyć tą notkę. Za psi chuj się nie klei. :<
PS. No to jeszcze klasyczny kącik muzyczny. Dziś dwie drogi. W sumie polecam bardzo obie. Pod rozkminę i pod nastrój. Nowoczesność kontra nordycka mitologia. Geniusz vs geniusz.
Howgh.
Sobota - antyfail. Chociaż się za psi chuj nie wyspałem. Wstałem o godzinie 8 bodaj, bo na 11 pociąg w Siedlcach. Albowiem w sobotę imprezowałem. 90 prababki Moniki. Czyli PARTY HARD JAK CHUJ. Potem, z racji faila przy sprawdzaniu godziny pociągu powrotnego, 2 godzinki na dworcu w Łukowie, bo tam impreza miała miejsce. A potem spanie w Siedlcach. Lubię, zdecydowanie.
A potem niedziela. Poranek taki sobie - pierwej mikro-foch Moniki, potem przyszedł Jej ojciec (aka Jebany Wrzód Na Ciele Społeczeństwa; Pierdolony Pasożyt; etc.). No i się sypło całkowicie. Szlugów to spaliłem z pińcyt. Nie mówiąc o zasapaniu się z wściekłości. Zaprawdę, nie taki poranek sobie planowaliśmy. A potem (gdy poszedł sobie) było tak dobrze, fajnie i cudownie, że poszedł poranek w zapomnienie. Następnie wróciłem do domu i się okazało, że Włodzimierz sobie rozpierdolił łapę szkłem. Solidnie. Dobrze 2 cm głębokiej dość rany.
A potem poniedziałek. I w sumie nic ciekawego, poza tym, że dowiedziałem się, że nie tylko Monika wyciska z uporem maniaka syfy swojemu chłopcu. Śmiechu było co niemiara przy tym dowiadywaniu się. No cóż, he he.
A teraz czas na część publicystyczną. O roboczym tytule 'Debile i plebs'.
Zacznijmy od debili. Kurwa mać, dlaczego coś, co powinno być w sumie zabawne, jest tak wkurwiające jak to tylko możliwe? Noż kurwa, widzisz takiego zjeba genetycznego i ci się odzywa duch Berserkera. No i kolejna sprawa, kolejne pytanie. Jak to możliwe, że oni się ze swoim debilizmem godzą, dobrze czują? Ba, oni są z tego nieomal dumni. Kurwa. To samo plebs. Tyle że z plebsem jest jeszcze gorzej. Nie potrafię się od plebsu odizolować, zignorować go. Otacza mnie, wciąga w swoją zjebaną nijakość, neutralizuje mnie. Przestaje być widoczny i przestaje widzieć cokolwiek. Nie ma mnie, nie ma nikogo, jest tylko bezkształtna, falująca masa, o ujemnym IQ. Bezmyślna fala błota. Aaaa, kurwa, panikuję. Serio, zdarza mi się tak. Wchodzisz do szkoły, a tu masa. Irytująca masa błota w której się rozpływasz. I nieważne, co sobą reprezentujesz. I tak widać tylko masę. Argh.
Chaos się wyziera z akapitu wyżej. I dobrze, tak się czasem czuję w tłumie. Nie potrafię wytrzymać, jakby mi ktoś wsadzał mentalne pręty w mózg. Chcę uciekać, spierdolić jak najdalej.
I chyba czas kończyć tą notkę. Za psi chuj się nie klei. :<
PS. No to jeszcze klasyczny kącik muzyczny. Dziś dwie drogi. W sumie polecam bardzo obie. Pod rozkminę i pod nastrój. Nowoczesność kontra nordycka mitologia. Geniusz vs geniusz.
Howgh.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)