Nie wiem właściwie po co wracam do bloga. A właściwie nie wiem co mnie ciągnie do niego, bo to nie jest mimo wszystko spontaniczna decyzja. Od długiego czasu chciałem znów go otworzyć, przeczytać którąś ze starszych notek, pośmiać się z siebie, może coś skrobnąć. Sam nie wiem po co.
Nostalgia?
Chęć uzewnętrznienia się?
Złapanie dystansu do siebie?
Oddechu?
Nie wiem. Faktem jest że właśnie stukam w klawisze. Właściwie - jakie to ma znaczenie dlaczego to robię? No właśnie. Więc piszę i nie wiem ani co chcę napisać, ani jak, ani dlaczego. Ot, strumień świadomości, mimo że chcę żeby ta notka miała sens. A będzie trudno.
No cóż, przeczytałem kilka notek i nie zaśmiałem się ani razu. Zdziwionym, spodziewałem się że będę piał jak pojebany z tego jaki byłem głupi, wszak 2 lata (no, 1.5 roku od ostatniej notki) to cholernie dużo czasu na dorośnięcie, zmianę optyki życiowej, może poglądów na pewne zjawiska. A tu zaskoczka, nic z tych rzeczy. Jedyne uśmiechy to te nostalgiczne, do wspomnień, do przeszłości. Za nie zupełnie mi nie głupio.
Jak się już rzekło, od ostatniej notki minęło półtora roku. Kawał czasu, ale chyba sobie daruję retrospekcję, chyba ciut za dużo byłoby pisania, wszak streścić taki kawałek życia, szczególnie że kawałek życia dość intensywny, to jednak ponad moje siły, przynajmniej dzisiaj. Dostaniecie więc bardzo skrótowo.
Z grubsza wydarzyła mi się matura, studia, NZS, prawko, kilku ludzi okazało się być kurwami, kilku wręcz przeciwnie. Kilka wzlotów i kilka upadków, trochę kłótni, trochę gryzienia się w język, generalnie kolorowo.
Z rzeczy okołospołecznych - Chryste Panie, dlaczego polaczki biedaczki siedzą jeszcze grzecznie w domkach? Czemu do cholery ten kraj nie stoi jeszcze w płomieniach? Naród jest na każdym kroku, pardon, jebany jak stare, pardon, kurwiszcze. Jesteśmy Radomiem Europy. Nie mamy dróg, polityki zagranicznej, sprawnej kolei, rozsądnych (nie mówię już, broń Boże, niskich) podatków, działającej administracji, przemysłu, żłobków i przedszkoli. Mamy natomiast ogromny dług publiczny, dziury w asfalcie, ulgi podatkowe dla zagranicznych (!) marketów, premiera haratającego w gałę, wpływy obcych państw, emerytury (ale niskie i niedługo, nie cieszcie się), pomnik Narodowego Wikliniarstwa i Fajne Państwo. Ach, no i armię urzędników którym się nie chcę/nie potrafią. To teraz popatrzmy sobie na państwa tak zapyziałe i zabiedzone (w mniemaniu ludzkim, pamiętajmy) jak Turcja, Brazylia czy Egipt. Zwróćmy swoją uwagę na przyczyny. Turcja - iskierką był kawałek parku, kilkaset drzewek, bzdura zupełna. Brazylia - podwyżka cen biletów komunikacji publicznej, też nic wielkiego. Egipt - o, tu już większy kaliber, tutaj dekret Mursiego zwiększający jego prerogatywy. Ale chwila, czy myśmy tego nie przerabiali? ACTA? Zmiana ustawy o zgromadzeniach? Powołanie partyjniaka jako szefa NIK? Mało? No najwyraźniej mało. To dołóżmy jeszcze kilka samopodpaleń i innych prób zajebania się pokazowo. A gówno mości panowie, nie będzie protestów, bo po co. Cóż za kraj, zdumiewa mnie na każdym kroku, mimo że innego nie znam.
Na Boga, ludzie, zróbmy coś zanim będzie zbyt późno.
A teraz szybciutko do kącika muzycznego - znów pokażę wam dwie drogi, obydwie cudowne, obydwie w pewien sposób inspirujące. Rapsy i debilcore. Kunsztowne słowa i kunsztowna muzyka.
I to właściwie tyle, coby się nie przemęczyć. Będę zdziwiony jeśli ktoś tą notkę odbierze pozytywnie, chyba mi średnio wyszła. Ale co tam, mam prawo po prawie 2 latach bez pisania.
Howgh. Miłej resztki nocy, internecie.